nauka angielskiego
DLA UCZNIÓW

Jak to jest z tą nauką, czyli kilka faktów na temat uczenia się języka obcego

Moje pomysły na wpisy zazwyczaj powstają bardzo spontanicznie: robiąc to, co lubię, nagle przychodzi mi do głowy przykład. Nie wiem jak Ty, ale przykłady z życia wzięte najlepiej do mnie trafiają. Sezon grzybowy jest już co prawda za nami, ale ja myślami nadal siedzę w lesie;) Jakiś czas temu na Instagramie i Facebooku zadałam pytanie: „Co wspólnego z nauką języków ma zbieranie grzybów?” i otrzymałam kilka odpowiedzi, z którymi się zgadzam, mam też parę własnych spostrzeżeń. Pozwól, że przeprowadzę Cię przez mój proces myślowy i przedstawię pięć faktów dotyczących nauki języka obcego. Na koniec wyciągniemy też wnioski:)

Nie każdy to lubi

Przyznajmy sobie szczerze, nie wszyscy lubią uczyć się języków i moim zdaniem nie zmieni się to nigdy. Jako nauczyciel mogę stawać na rzęsach żeby pokazać ciekawsze czy bardziej angażujące sposoby na naukę. Prawdopodobnie uda mi się zmotywować część osób do zastosowania wskazówek, które sprawią, że polubią uczenie się. Nie twierdzę jednak, że zdołam przekonać każdego. Niektórzy mają swoje powody i są przekonani, że nic nie zmieni ich podejścia. Tak samo łatwo znajdziemy osoby, które nie lubią chodzić po lesie i zbierać grzybów i żadne argumenty ich nie przekonają. Kropka.

Potrzeba wytrwałości i cierpliwości

Kto zbierał grzyby, ten wie 😉 Tutaj bycie w gorącej wodzie kąpanym nie pomoże, żadne nerwy czy zniecierpliwienie nie sprawią, że wiaderko szybciej się zapełni. Wytrwałość jest za to działaniem pomimo niepowodzeń, co znaczy tylko i aż tyle, że nie poddamy się podczas pierwszych paru minut spaceru czy po pierwszym nieudanym wyjeździe do lasu. Tak samo jest z nauką. Osoby, które chcą umieć coś na już i nie włożyć w ten proces żadnego wysiłku, najzwyczajniej w świecie się zawiodą. Albo znajdą niewiele „jadalnych” informacji i zbyt wcześnie się poddadzą.

Wymagana jest spostrzegawczość i skupienie

Tak, pod Twoimi nogami może rosnąć cała masa podgrzybków, ale jeśli będziesz patrzeć w dal, żadnego nie zauważysz. Prawdopodobnie parę z nich podepczesz a potem zaczniesz narzekać, że przecież miało być tyle grzybów a Ty nic nie znalazłaś/eś. Ba, może nawet zobaczysz grzybiarzy wychodzących z tej samej części lasu z wiadrami pełnymi zdobyczy i zezłościsz się, że w miejscu, w którym szukałaś/eś nic nie było. Ze zdobywaniem wiedzy jest podobnie. Trzeba uważnie patrzeć, żeby dostrzec wartościowe treści, czasami nieco się „schylić” albo zerknąć pod nogi. Podpatrywanie gdzie inni „zbierają” nie jest złe, może pozwoli nam skorzystać z ich metod, ale samo czytanie czy słuchanie o ich sukcesach nie sprawi, że opanujemy Present Perfect czy bez problemu zapamiętamy słownictwo dotyczące transportu.

Tylko nieliczne grzyby są szlachetne, ale dużo więcej jadalnych

Na grzybach nie znam się prawie wcale. Jedynym wyznacznikiem ich jadalności jest dla mnie gąbka pod kapeluszem (wiem, że może być zdradliwa ;)). Słyszałam za to, że wiele osób uznaje prawusa za bardziej szlachetnego grzyba i twierdzi, że trudniej go znaleźć. Rzeczywiście, w trakcie kilku wypraw do lasu znalazłam zaledwie dwa czy trzy, podczas gdy moje torby były po brzegi wypełnione podgrzybkami i maślakami. Czy to znaczy, że zbiory nie nadawały się do jedzenia? Jasne, że nie! Czy gdybym wyrzuciła lub oddała wszystko poza prawusem, byłabym lepiej najedzona? Bzdura. Nie miałoby też sensu szukanie tylko i wyłącznie szlachetnych odmian a całkowite ignorowanie innych grzybów.

Jak to się ma do nauki? A no tak, że nadal wiele osób szuka jakiegoś magicznego sposobu na nauczenie się języka. Godzinami przeglądają oferty kursów i wpisy na rozmaitych blogach mając nadzieję, że znajdą coś wyjątkowego. Rzeczywiście, szkoły językowe i lektorzy nieraz prześcigają się w pomysłach na przyciągnięcie klientów. Na blogach aż gotuje się od kreatywnych wpisów. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że jakiejkolwiek metody byśmy nie wybrali, nadal będzie to nauka. Nie warto więc odrzucać sprawdzonych, nieudziwnionych sposobów. Jeśli chcemy zrobić naprawdę widoczne postępy, to nie da się tego dokonać „przy okazji” albo nieustannie czekając na efekt „wow”.

Niektórzy lubią tylko zbierać

Tutaj zapewne wiele osób się uśmiechnie 😉 Przyznam szczerze, że w tym roku kiedy grzybów było naprawdę sporo, z chęcią kilka razy na nie pojechałam. Niesamowitą frajdę sprawiał mi każdy znaleziony podgrzybek i mogłam siedzieć w lesie godzinami. Ale co dzieje się po zbieraniu i wyjściu z lasu? A no właśnie, wiele osób wcale nie lubi czyszczenia, krojenia, gotowania czy suszenia grzybów. Mimo, że zbierali z wielką ochotą, teraz najchętniej oddaliby swoje zdobycze komuś, kto lubi siedzieć w kuchni (przyznam, że raz i ja miałam taki pomysł ;)). Niektórzy być może nawet zawiozą grzyby do mamy, babci, wujka i odbiorą już gotowe przetwory. Wiecie już o co mi chodzi? Wiedza nie jest szczególnie trudna do „zebrania”, zdarza się, że mamy ją wręcz pod nogami. Problem pojawia się podczas „obróbki”, czyli wprowadzania tego, czego się dowiemy, w życie. Może jesteśmy już zmęczeni po czytaniu? Może nie mamy ochoty na wybór metody i myślenie, do czego tak naprawdę nam się to potem przyda? Jest to bardzo prawdopodobne.

Na co mi te fakty?

Nie wiem jak Ty, ale ja lubię konfrontować się z rzeczywistością. Oszukiwanie samej siebie może i jest czasami wygodne – nie powiem, że nigdy nie stosowałam – ale o wiele bardziej wolę wiedzieć na czym stoję i co mogę z tym zrobić. Tak więc jeżeli:

  • nie lubisz uczyć się języków – jeśli kompletnie Ci to nie przeszkadza i nie potrzebujesz tego zmieniać, świetnie: po prostu się nie ucz. Ciężko byłoby Ci przyswajać wiedzę z nastawieniem na nie (uwierz, to ma o wiele większe znaczenie niż się wydaje). Jeżeli jednak z jakichś powodów musisz nauczyć się języka a na samą myśl robi Ci się słabo, spróbuj zastanowić się z czego to wynika. Dlaczego tak naprawdę tego nie lubisz? Może przyczyna jest prosta do wyeliminowania (złe metody, nauczyciel – można zmienić, nie żeby od razu likwidować ;))? Zazwyczaj sporo siedzi w naszej głowie, szczególnie jeśli nasze dotychczasowe doświadczenia z nauką nie należały do najprzyjemniejszych. Przestaje to jednak być aż tak istotne gdy mamy konkretny cel i naprawdę chcemy go zrealizować. Masz taki cel?

  • chcesz umieć tu i teraz – jeśli nie chodzi tutaj o wkuwanie całą noc i zaliczenie testu a potem rzucenie całej zdobytej przez noc wiedzy na pożarcie otchłani zapomnienia, to muszę Cię rozczarować. W uczeniu się są pewne drogi na skróty lub bardziej skuteczne metody, ale nie da się przecenić systematycznej pracy. A systematyczność oznacza między innymi nieustanne i regularne powtórki oraz włączanie nowego materiału. Tak więc jeżeli nie jest to sytuacja wyjątkowa w stylu „Jutro jadę do Londynu, muszę umieć parę podstawowych zwrotów”, to polecam zainwestować czas i siły w stworzenie dopasowanego do Twoich potrzeb regularnego planu nauki.

  • uważasz, że wszyscy inni radzą sobie lepiej od Ciebie – być może dlatego, że skupiają się na nauce a nie na oglądaniu jak inni się uczą? Jeśli chcesz sprawdzić czy wybrane przez Ciebie sposoby uczenia się są skuteczne, spróbuj maksymalnie skupić się na tym co robisz do tej pory i działaj bez rozpraszania uwagi. Robisz co możesz a efektów brak? Teraz możesz przyjrzeć się innym i spróbować podpatrzeć ich metody. Nie zapatrz się jednak na zbyt długo – chodzi Ci przecież o to, żeby samej/samemu coś umieć a nie tylko dopingować innych! Weź to co przydatne i zastosuj u siebie.

  • szukasz idealnej metody uczenia się – nie zawsze, ale często spotykam się z tym, że osoby oczekujące efektu „wow”, to jednocześnie osoby opisane w punkcie drugim, szukające sposobu na to żeby się nauczyć bez wkładania pracy własnej. Nie ma nic złego w poszukiwaniu metod pracy nad językiem, które będą dopasowane do Twoich potrzeb i preferencji. Pamiętaj jednak, że żeby coś było super i wow, nie może pojawiać się non stop. Nowa aplikacja, oglądanie wideo czy quizy są świetne, ale gdybyś codziennie wykorzystywał/a jedną i tą samą metodę, przestałaby ona być już taka wyjątkowa, prawda? Mieszaj więc różne sposoby nauki i ciesz się różnorodnością. Łączenie ciężkiej pracy z przyjemnymi zadaniami wspomagającymi sprawi, że Twoja głowa zapełni się wiedzą nie pozostawiając rozczarowania brakiem atrakcji 🙂 A przede wszystkim nie czekaj aż ktoś wymyśli system bez wad tylko działaj tu i teraz.

  • jesteś zbieraczem wiedzy – samo zamiłowanie do gromadzenia różnych informacji nie jest złe, ja też jestem nałogową „ćpunką wiedzy” (jak to w jednym ze swoich e-booków nazwała Pani Swojego Czasu). W takiej sytuacji więcej niż pewne jest, że większość swojego czasu poświęcisz na łykanie kolejnych książek, ebooków czy wpisów. Może nie starczyć Ci już dnia na strawienie wiedzy, analizę, wyciągnięcie wniosków i to, co najważniejsze: plan + zastosowanie w praktyce. Jeżeli nic nie zrobisz ze zgromadzonymi informacjami, to po krótkiej chwili pokryje je „pleśń” i jedyne co będzie można zrobić to o nich zapomnieć. Nie martw się, to akurat Twój mózg zrobi bez Twojej pomocy 😉

Faktów czy mechanizmów sterujących uczeniem się można pewnie wymieniać w nieskończoność, ale od tego są książki lub literatura fachowa. Kto zniósłby to w jednym wpisie blogowym? 😉 Staram się utrzymać moje wpisy w dość swobodnym tonie, chociaż nie bez wezwania do działania. Być może w którymś z wymienionych punktów odnalazłaś/eś siebie? Uśmiechasz się czytając opis tego, co robisz lub jak próbujesz nauczyć się języka? Zrób z tymi informacjami co chcesz. Może masz już wypracowany sposób na naukę. Jeśli nie, spróbuj dokonać pewnych zmian, ale przede wszystkim: rób coś. Tylko wtedy nie będziesz się kręcić w kółko. Tak to już jest z wiedzą. Bez działania jest bezużyteczna. Pamiętaj o tym!

Eunika


P.S.: Zapraszam Cię też na moje konta na Instagramie oraz na Facebooku, gdzie na bieżąco dzielę się przemyśleniami, stworzonymi materiałami i przydatnym słownictwem. Możesz też zajrzeć do sekcji gotowe lekcje i pouczyć się w oparciu o materiały z kluczem. Do zobaczenia 😉